„Bierz dietę i w nogi”, pisze El Mundo, parafrazując tytuł znanego filmu Woody’ego Allena. Dziennik piętnuje „sztuczki” stosowane prze europosłów, którzy zjawiają się w piątek rano w Parlamencie, inkasują dzienną dietę wysokości 304 euro i zaraz potem jadą do domu na weekend. To obyczaj, który wszedł w krew mniej więcej sześćdziesięciu deputowanym (na 726). „Większość z nich pochodzi z Francji i z krajów Europy Wschodniej”, zauważa madrycki dziennik. Całą sprawę ujawniła niezależna europosłanka brytyjska Nikki Sinclaire, która zrobiła kolegom zdjęcia w sali Parlamentu i na wielu europejskich dworcach oraz lotniskach, a potem zamieściła je w brytyjskim tygodniku News of the World. „Jednak Parlament Europejski nie zgadza się zrewidować swojej polityki”, zauważa El Mundo, a na dowód przytacza słowa rzecznika tej instytucji, który twierdzi, że praktyka ta „jest całkowicie zgodna z obowiązującymi zasadami” i że „tylko partie mogą skłonić swoich członków do tego, żeby nie podawali się za obecnych w dni, podczas których nie pracują”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?