„Łukaszenka torturuje”, oskarża na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza i na dowód przytacza relację jednego z kandydatów opozycji na prezydenta Białorusi Aleśa Michalewicza. 19 grudnia był on wśród ponad 800 osób, które aresztowano na centralnym placu Mińska podczas brutalnej pacyfikacji przez siły bezpieczeństwa manifestacji gromadzącej 20 tysięcy ludzi protestujących przeciwko sfałszowaniu wyborów (według oficjalnych wyników wygrał je ponownie z osiemdziesięcioprocentowym poparciem Łukaszenka). „Skuwano mi ręce kajdankami z tyłu i wykręcano do góry tak, że kości trzeszczały. Pozbawiano snu, kazano stać nago w rozkroku. Żądali obietnicy, że wykonam każde polecenie KGB, w końcu się zgodziłem”, opowiada na łamach Gazety białoruski opozycjonista. Michalewicz wyszedł z więzienia 19 lutego br. Teraz, podobnie jak 30 innych przeciwników władz, czeka go proces za „organizację i udział w masowych zamieszkach”, za co grozi do 15 lat więzienia. W obliczu fali represji wobec białoruskiej opozycji, UE przywróciła pod koniec stycznia sankcje wizowe wobec 158 przedstawicieli reżimu w Mińsku i zamroziła ich aktywa.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?