„Kluczowe głosowanie i ostatnie wyborcze obietnice”, taki tytuł daje Irish Times w dniu, w którym 3,2 miliona irlandzkich wyborców idzie do urn. Gniew i gorycz spowodowane kryzysem gospodarczym i warunkami pomocy udzielonej przez Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy oznaczają, że stan posiadania rządzącej partii Fianna Fáil może się zmniejszyć. Obecnie ma ona siedemdziesiąt trzy mandaty w stusześćdziesięciosześcioosobowym parlamencie zwanym Dáil, a może się stać tak, że otrzyma ich nie więcej niż dwadzieścia pięć. Odzwierciedleniem powszechnego rozczarowania głównymi partiami politycznymi jest fakt, że w łącznie czterdziestu trzech kręgach wyborczych w całym kraju startuje rekordowa liczba dwustu dwunastu kandydatów niezależnych. Typowany na następnego szefa rządu Enda Kenny z centroprawicowej partii Fine Gael wezwał obywateli, by „wyrazili swój gniew wobec obecnej ekipy za pomocą kartki wyborczej”. Irlandia – powiedział – przeżyła „narodowy atak serca” w efekcie „oszustwa przeprowadzonego przez rząd i tych, którym oddał on władzę, czyli deweloperów budowlanych [odpowiedzialnych za napompowanie bańki spekulacyjnej] i banki”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?