Brytyjski podatnik (któż by o nim nie słyszał?) znowu pod ostrzałem, donosi Daily Mail. Rząd w Londynie zamierza wydać „milion funtów na więzienie w… Nigerii”. To „komfortowe” więzienie przeznaczone jest dla 400 przetrzymywanych w Wielkiej Brytanii Nigeryjczyków, których nie można deportować do ich ojczyzny, by tam odsiedzieli resztę kary. „Więzienia w Nigerii” – pisze dziennik – „mają tak złą opinię, że każdy osadzony (…) mógłby zaprotestować przeciwko wysłaniu go tam, powołując się na prawa człowieka”. Angielski rząd ma nadzieję, że jeśli wyłoży pieniądze na poprawę warunków w jednym z nigeryjskich więzień, by odpowiadały one standardom brytyjskim, będzie można repatriować tam skazańców. Podczas gdy Lin Holmer, szef Brytyjskiej Agencji Ochrony Granic, powiedział Daily Mail, że w ten sposób władze zaoszczędzą, grupa nacisku TaxPayers’ Alliance nazwała ten pomysł „absolutnym skandalem”. Organizacje praw człowieka alarmują, że to, co się dzieje, w nigeryjskich więzieniach jest „przerażające” i że ponad połowa zamkniętych tam nie ma wyroku – „niektórzy nawet przez 10 lat”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?