Le Monde, 23 lutego 2011
Jedną z ofiar wydarzeń w Tunezji, Egipcie i Libii jest pośrednio „Dyplomacja francuska wstrząśnięta arabską rewoltą”, tak w każdym razie głosi tytuł w Le Monde. „Przybierające na sile ludowe manifestacje na Bliskim Wschodzie, regionie, gdzie Francja chciała odgrywać ważną rolę oraz krytyka francuskiej polityki zagranicznej skłaniają rząd [w Paryżu] do bolesnej weryfikacji swojej postawy”, zauważa gazeta. Na jej łamach opublikowany został list podpisany przez grupę dyplomatów, wytykający „amatorszczyznę”, „krótkotrwałe medialne zainteresowanie” oraz „brak spójności” polityki zagranicznej Nicolasa Sarkozy’ego. „Głos Francji zniknął na arenie międzynarodowej”, z żalem przyznaje grupa nazwana „grupą Marly”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?