„Milion kobiet: Berlusconi, odejdź”, woła tytuł La Repubbliki, dzień po manifestacji, której przyświecało hasło „Se non ora, quando” (Jak nie teraz, to kiedy). Była to inicjatywa grupy na rzecz parytetu oraz „fioletowego ludu”, a jej celem było domaganie szacunku dla kobiet i walka o ich godność. A także żądanie dymisji wplątanego w serię seksualnych skandali i oskarżanego o korzystanie z usług nieletniej prostytutki szefa rządu. Il Cavaliere, jak dodaje gazeta, określił manifestację mianem „partyzanckiej”. Pisząca na łamach rzymskiego dziennika feministyczna publicystka Natalia Aspesi nie kryje swego uznania dla protestów; jej zdaniem, daje to wyraz „nagłemu przebudzeniu się tych, które wydawały się skazane na milczenie, na uległość, na to, by się tylko dostosowywać […] Wypowiadane przez kobiety ‘basta’ odnosi się do ich uprzedmiotowienia i zhańbienia całego kraju”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?