Czy niemiecka polityka jest teatrem marionetek? Cicero zbadał „najtajniejszy sektor Republiki”, to znaczy działalność sieci „spin doctorów”, doradców do spraw komunikacji. Magazyn szczegółowo opisuje, jak to ludzie, których nazywa „berlińskimi lalkarzami” pracują dla polityków i firm pragnących mieć „dobry wizerunek”. I tak dla przykładu gigant z branży energetycznej, firma Eon, zleciła agencji PRGS zadbanie o to, by była dobra atmosfera dla uzyskania przedłużenia okresu funkcjonowania niemieckich elektrowni atomowych. Należało zwłaszcza podkreślać, że „energetyka jądrowa i odnawialne źródła energii są ze sobą powiązane”, aby „zaspokoić emocjonalne potrzeby ludności”. Branża speców od wizerunku przyciąga wielu politycznych weteranów, wyjaśnia Cicero, takich jak posłanka Zielonych zaangażowana na rzecz lobby jądrowego czy była minister zdrowia reprezentująca interesy Big Pharmy. A co z prasą? Ta, jak powiada pewien spin doctor, jest „bezzębna, oswojona”. Tak bardzo łaknie prefabrykowanych tematów, że agencjom trudno jest zaspokoić popyt. „Jako że dzienny budżet redakcji odpowiada temu, ile co wieczór wydaję z moimi klientami w eleganckim barze, to nie jestem zaskoczony, gdy co rano znajduję w gazetach pijarowskie bla bla w wykonaniu moich kolegów”, stwierdza rozmówca czasopisma.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?