Daily Telegraph, zamiast, jak prawie wszystkie europejskie dzienniki, pisać na pierwszej stronie o manifestacjach w Egipcie, poświęca ją „bandzie z 11 września, której udało się ujść cało”. Gazeta ujawnia, posiłkując się dokumentami opublikowanymi przez WikiLeaks, że „trzech Katarczyków namierzyło cele ataków, udzieliło ‘wsparcia’ spiskowcom i miało wykupione bilety na lot do Waszyngtonu w przededniu okropieństw, do jakich tam doszło”. Podobno ci mężczyźni, którzy wyjechali ze Stanów Zjednoczonych do [stolicy Kataru] Dauhy via Londyn, są wciąż poszukiwani przez FBI. Informacja o domniemanych terrorystach znajdowała się w nieszyfrowanej depeszy wysłanej przez ambasadę amerykańską w Dausze do amerykańskiego departamentu ds. bezpieczeństwa wewnętrznego.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?