„Chaos w Egipcie: rynki w dół, ropa naftowa w górę”, stwierdzają Hospodářské Noviny. Praski dziennik wyjaśnia, że kryzys egipski odbija się na giełdach w Europie Środkowej i Wschodniej. Bo niektórzy międzynarodowi inwestorzy wciąż uważają je za rynki rozwijające się, a więc niepewne. Toteż nic dziwnego, że „czeska korona i węgierski forint już są osłabione”. Inwestorzy wpadają w panikę, gdyż chaos w Egipcie mógłby doprowadzić do zamknięcia Kanału Sueskiego. A przecież tamtędy przesyła się 2,6 proc. światowej produkcji ropy naftowej. Powie ktoś, to niewiele – zauważają Hospodářské Noviny – ale ta droga wciąż jest bardzo ważna dla Europy. Osiągnąwszy poziom 100 dolarów za baryłkę, ropa naftowa jest obecnie najdroższa od dwóch lat. Oczekiwany jest również wzrost cen produktów żywnościowych i tekstyliów, bo Egipt jest głównym światowym importerem zboża i jednym z czołowych eksporterów bawełny.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?