Les Echos, 19 stycznia 2011
„Przyrost naturalny we Francji – kolejny rekord”, tytułują swój artykuł Les Echos. Jak wynika z oficjalnych danych opublikowanych 19 stycznia, Francuzki urodziły w 2010 r. 828 000 dzieci, czyli najwięcej od 30 lat. Liczba ludności Republiki, gdzie wskaźnik rozrodczości na kobietę, najwyższy w UE po Irlandii (2,07), wynosi 2,01, sięga obecnie 65 mln. „Francja zajmuje tym samym wśród dwudziestu siedmiu krajów członkowskich drugie miejsce po Niemczech (81,8 mln). Warto zwrócić uwagę na pewną specyfikę kraju nad Sekwaną, otóż tam wzrost liczby imigrantów (+ 75 000) jest bardzo skromny w stosunku do przyrostu naturalnego (+283 000), gdy we Włoszech i w Hiszpanii liczba ludności rośnie głównie dzięki napływowi imigrantów”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?