„Berlin domaga się wzmocnienia dyscypliny fiskalnej przed zwiększeniem funduszu ratunkowego”, pisze w tytule dziennik El País nazajutrz po posiedzeniu eurogrupy i ECOFIN, czyli rady ministrów finansów UE. Reprezentujący Niemcy Wolfgang Schäuble domaga się podjęcia stosownej decyzji na następnym szczycie Rady Europejskiej w marcu, tak aby dać „nowy impuls do zaostrzenia kar wobec naruszających reguły fiskalne”, zaznacza madrycki dziennik. A dalej podkreśla, że Berlin okazuje się „bardzo zazdrosny, jeśli chodzi o kontrolę nad czasem podejmowania wszystkich decyzji UE”. Tak więc wszelkie inicjatywy ze strony przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso i prezesa EBC Jean-Claude’a Tricheta „spotykają się z mniej lub bardziej zawoalowaną naganą, jeżeli nie zyskały wcześniej błogosławieństwa ze strony Berlina albo Paryża”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?