i, 14 stycznia 2011
Portugalia wydała w zeszłym miesiącu 1,5 miliarda euro na zakup swoich własnych obligacji, donosi lizboński dziennik i. Celem operacji, wyjaśnia dalej, było „wsparcie płynności na rynku wtórnym”, a transakcji dokonywano za pośrednictwem specjalnego funduszu zasilanego wpływami z prywatyzacji. W tym roku Portugalia sprzedała obligacje warte 1,1 miliarda euro Chinom, po cenie niższej niż rynkowa. „Kiedy próbujesz pozyskać nowych klientów, musisz zaoferować lepsze warunki”, powiedział i anonimowy analityk finansowy. Dług publiczny Portugalii, z wyłączeniem zadłużenia samorządów lokalnych, Madery i Azorów oraz rozmaitych agencji państwowych, wyniósł w zeszłym roku 151,7 miliarda euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?