„Rosyjska prawda o katastrofie smoleńskiej – winni Polacy”, obwieszcza w nagłówku Rzeczpospolita. Gazeta daje wyraz rozczarowaniu wynikami prowadzonego przez Rosjan śledztwa mającego wyjaśnić przyczyny wypadku lotniczego z 13 kwietnia 2010 r., w wyniku którego śmierć poniosła polska para prezydencka i 94 innych pierwszoplanowych przedstawicieli życia politycznego. Oficjalny raport, ogłoszony wczoraj na konferencji prasowej w Moskwie, mówi tylko o polskiej winie. Przyczyny w nim wymienione to błąd pilota, presja na załogę i zła organizacja lotu. Warszawski dziennik zwraca uwagę, że mająca siedzibę w Moskwie Międzypaństwowa Komisja Lotnicza (MAK), która prowadziła dochodzenie, nie znalazła żadnych uchybień w działaniach smoleńskiej wieży kontroli lotów. Dla Rzeczpospolitej raport jest dowodem porażki przyjętej przez rząd Donalda Tuska strategii, w wyniku której śledztwo pozostawiono całkowicie w rękach rosyjskich.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?