„Londyn i Bruksela spierają się na temat sprzedaży uzbrojenia i technologii wojskowych Pekinowi”, donosi na pierwszej stronie The Times w trzecim dniu wizyty chińskiego wicepremiera Li Keqianga w Wielkiej Brytanii. Chociaż szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton zaleciła modyfikację obowiązującego embarga na sprzedaż broni Chinom, Londyn pozostaje temu zdecydowanie przeciwny. Podkreśla się tam, iż „słaby postęp Chin w dziedzinie praw człowieka i wolności obywatelskich oznacza, że nie czas na cofanie blokady wprowadzonej po masakrze na placu Tiananmen w 1989 r.”. Komisarz Ashton zaś, popierana przez Francję i Hiszpanię, ostrzegła: „polityczne ograniczenia w eksporcie broni do Chin stały się główną przeszkodą w rozwoju współpracy między krajami europejskimi i Pekinem, zwłaszcza w dziedzinie bezpieczeństwa”. Podczas swej wizyty na Downing Street chiński gość, wymieniany jako jeden z kandydatów na przyszłego przywódcę kraju, nie odniósł się do tego sporu i „w ogóle nie poruszył tematu embarga”, zauważa londyński dziennik.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?