„Jesteśmy gotowi zrezygnować z Mirafiori”, Corriere Della Sera cytuje na pierwszej stronie słowa dyrektora generalnego Fiata, Sergio Marchionne, który zagroził, że zamknie, nie bacząc na jej długą historię, fabrykę Mirafiori pod Turynem, jeśli 5500 zatrudnionych tam pracowników odrzuci w referendum, planowanym na 13–14 stycznia, porozumienie w sprawie zmiany warunków pracy. Porozumienie to, wyjaśnia dziennik, podpisane pod koniec grudnia z większością związków zawodowych, zakłada uelastycznienie czasu pracy w zamian za zainwestowanie w fabrykę kwoty ponad miliarda euro. Związek zawodowy metalowców (Fiom), przeciwny takiemu układowi, oskarża Fiata, że ten po referendum w sprawie fabryki z Pomigliano d’Arco ucieka się do polityki „szantażu”, a jego działania są antyzwiązkowe – firma odmawia bowiem negocjaji z federacjami, które, podobnie jak Fiom, nie chcą podpisać porozumienia.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?