„Europa już pod presją wierzycieli”, głosi tytuł artykułu Les Echos. Po krótkiej dającej wytchnienie przerwie świąteczno-noworocznej Portugalia nadal przeżywa poważne kłopoty budżetowe i wciąż nie występuje o międzynarodową pomoc. Ma natomiast zwiększyć o 80%, w stosunku do poprzedniej emisji, stopę procentową obligacji służących do sfinansowania krótkoterminowego długu. Podobnie zaczęły rok inne państwa – zabiegają raczej o pomoc rynków. W związku z powstałą sytuacją, zauważają Les Echos, „europejska agenda polityczna znalazła się pod presją rynków”. I tak na przykład francuska minister gospodarki Christine Lagarde spotka się w Strasburgu ze swoim niemieckim kolegą Wolfgangiem Schäuble, by zastanowić się przed naradą eurogrupy i Ekofinu nad sposobami makroekonomicznego zarządzania krajami strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?