„Po wczorajszym wyroku Trybunału w Strasburgu aborcja stanie się jednym z tematów w kampanii wyborczej”, pisze Irish Times, nazajutrz po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) uznał, że Irlandia zrobiła za mało, by wprowadzić w życie istniejące tu przepisy. Konstytucja Zielonej Wyspy zakłada, że status płodu jest identyczny ze statusem matki. Przerwać ciążę i nie złamać obowiązujących reguł można więc tylko wtedy, gdy życiu kobiety zagraża niebezpieczeństwo. Tymczasem, jak czytamy w dzienniku, trybunał orzekł iż „państwo naruszyło prawa chorej na raka kobiety, która nie była w stanie ustalić, czy w jej przypadku można przeprowadzić aborcję”. Sprawa ta budząca wśród zdominowanego przez katolików społeczeństwa irlandzkiego gorące emocje „właśnie powróciła, by dać się we znaki wszystkim partiom podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej”, czytamy w Irish Times. Komentarz redakcyjny jest bezlitosny dla wszystkich tutejszych rządów, które wykazały się „politycznym tchórzostwem” odkładając na bok zadanie prawnego uregulowania kwestii aborcji.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?