„Prezydent wziął w obronę ambasadorów – byłych szpiegów DS” donosi Dnevnik. Georgi Parvanov przeciwstawia się w ten sposób premierowi Bojko Borysowowi, który domaga się odejścia 40 dyplomatów wysokiego szczebla, współpracowników – jak niedawno ujawniono –służby bezpieczeństwa komunistycznego państwa [czyli właśnie DS]. 14 grudnia komisja badająca związki osób publicznych z dawnym reżimem opublikowała raport w sprawie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Okazało się, że blisko 40% pracowników tego resortu współpracowało niegdyś ze służbami. Wywodzący się z niej ambasadorzy, pierwsi sekretarze, konsulowie są nadal na placówkach w co najmniej 13 krajach UE, ale i w ONZ, Watykanie, Moskwie, Pekinie czy Tokio. Zdaniem byłego komunisty Parvanova są to nade wszystko „wytrawni profesjonaliści” i patrioci, którzy służyli swojemu krajowi.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?