„Oto dowód: Merkel powstrzymuje zmiany klimatu”, pisze ironicznie Die Tageszeitung, ukazując Dartha Vadera przed zaśnieżoną Bramą Brandenburską. W świetle dokumentów ujawnionych przez Wikileaks amerykańscy dyplomaci uznawali w 2008 r., że niemiecka kanclerz prowadzi „agresywną politykę w sprawach klimatu z masowym poparciem ludności”. A tymczasem TAZ powiada, że nic podobnego, Merkel „poprzestaje jedynie na zapowiedziach”, aby potem odsunąć kwestie ochrony środowiska na dalszy plan. Co się zaś tyczy poparcia ludności, to gazeta docenia „oryginalność” takiego spostrzeżenia, ale przypomina, że daleko szukać drugiego takiego narodu, który częściej latałby samolotami, jeździłby większymi samochodami i zużywałby więcej energii elektrycznej na jednego mieszkańca niż Niemcy.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?