„Witamy w Niemczech”, tak Handelsblatt zwraca się na pierwszej stronie do potencjalnych cudzoziemskich kandydatów na stanowiska w niemieckim przemyśle; chodzi o specjalistów, których obecnie coraz trudniej znaleźć. Gazeta wyjaśnia, że minister pracy „złamała tabu”, ogłaszając zniesienie od wiosny obowiązku poszukiwania przez pracodawców kandydatów najpierw niemieckich, a dopiero potem z zagranicy. Posunięcie to dotyczy przede wszystkim lekarzy oraz inżynierów w przemyśle motoryzacyjnym i maszynowym, dwóch branżach o kluczowym znaczeniu dla niemieckiej gospodarki. O ile jednak, jak zauważa Handelsblatt, „przemysł poczuł ulgę”, o tyle, dla odmiany, „premier Bawarii, będącej gospodarczą lokomotywą kraju, nie widzi ’interesu we wspieraniu obcej kulturowo imigracji’”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?