Kompozytor Mikis Theodorakis, którego uważa się za symbol zrywu Greków przeciwko dyktaturze pułkowników w 1974 r., znowu jest przeciw, ale tym razem nie godzi się na plan oszczędnościowy mający uzdrowić finanse kraju. Lewicowy dziennik Elfetherotypia nagłaśnia hasło rzucone przez autora „Greka Zorby” – „należy być nieposłusznym wobec decyzji rządu”. Pod takim właśnie tytułem gazeta pisze, że Theodorakis zainicjował „ruch niezależnych obywateli pod nazwą ’Spitha’” (Iskra), aby „w sposób bezpośredni” stawić opór „naciskom wywieranym przez Stany Zjednoczone, MFW i UE”. Ten sławny twórca muzyki uważa, że „suwerenność narodowa scedowano na obce mocarstwa” i myśli o stworzeniu „ruchu, mającego pomóc Grekom wypowiedzieć swoje zdanie i rozwijać pomysły służące przeciwdziałaniu kryzysowi”, wyjaśnia Eleftherotypia.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?