SME, 25 listopada 2010
„Strefa euro grozi zawaleniem”. Takie ostrzeżenie, wypowiedziane przez słowackiego ministra finansów Ivana Mikloša, zamieszcza na pierwszej stronie SME. Dziennik z Bratysławy przypomina, że Słowacja pokryje w 1 proc. koszty planu pomocowego dla Irlandii, którego wartość szacuje się w chwili obecnej na 85 miliardów euro. „Będziemy pożyczać pieniądze, ale to się nam doprawdy nie podoba”, zadeklarował minister, który uważa tę pomoc za nagłą konieczność, aby uspokoić rynki finansowe. Premier Iveta Radičová zaś oceniła, że gdyby irlandzki scenariusz powtórzył się w innych europejskich krajach, to „strefa euro mogłaby rozlecieć się jak domek z kart”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?