Inspektorzy Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego wylądowali wczoraj w Dublinie, by przeanalizować irlandzkie plany walki z kryzysem. Ale kim są, tego nikt dokładnie nie wie. Jak pisze Euobserver.com, żadna z instytucji nie udziela informacji na temat ich tożsamości. „Przyjedzie więcej niż dwoje, ale mniej niż dziesięcioro ludzi. Oni nie organizują konferencji prasowych”, oświadczył enigmatycznie Amadeu Tardio, unijny rzecznik do spraw gospodarki. W podobny ton uderzyła Esther Miltenia, rzeczniczka Europejskiego Banku Centralnego. „Ludzie nie muszą wcale wiedzieć, kim są inspektorzy”, przekonywała. Tymczasem bułgarski wicepremier Simeon Djankov otwarcie zaprzeczył twierdzeniom irlandzkiego rządu, jakoby Zielona Wyspa nie ubiegała się o pomoc z Unii i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. „Myślę, że decyzja w tej sprawie podjęta zostanie w ciągu tygodnia”, oświadczył.
Kryzys irlandzki
Kontrolerzy bez imienia
18 listopada 2010
Presseurop
euobserver.com
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?