Le Soir, 18 listopada 2010
„Herman Van Rompuy nie jest prezydentem Europejczyków”, tymi słowy Le Soir. podsumowuje działania pierwszego stałego przewodniczącego Rady Europejskiej rok po jego nominacji. W samym środku burzy na rynkach finansowych Van Rompuy wykorzystał „cały swój pragmatyzm, by doprowadzić do zgody między Angelą Merkel a Nicolasem Sarkozym”, pisze belgijski dziennik. Ale „nie zadbał o komunikację z obywatelami i nie chciał być uosobieniem europejskich wartości.” On sam to przyznaje: „jestem przewodniczącym Rady Europejskiej, nie prezydentem Europejczyków”. Dziś „każdy może stwierdzić, że Rada Europejska urosła w siłę. Rola stolic, kontaktów międzyrządowych jest znacznie większa”, zapewnia Le Soir.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?