„Wszystko się wali”, tak o włoskim kryzysie rządowym pisze na pierwsze L’Espresso. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta – wszystkiemu winne są skandale na tle seksualnym i seria katastrof naturalnych, takich jak powodzie czy zawalenie się zabytkowej rzymskiej willi w Pompejach. Futuro e Liberta, partia utworzona w zeszłym miesiącu przez Gianfranco Finiego, niedawnego stronnika Berlusconiego, zaapelowała, by premier ustąpił. Gdy tak się nie stało, wycofała z rządu swoich ministrów. Prawdopodobnie rząd przetrwa do połowy grudnia, gdy parlament głosować będzie nad najistotniejszymi reformami finansowymi. Co potem? Przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach. Liga Północna chce przyśpieszonych wyborów. Fini i centrolewicowa opozycja rozmawiają o wspólnym rządzie, który miałby zreformować włoskie prawo wyborcze. Silvio Berlusconi zgodził się natomiast tylko na rozwiązanie niższej izby parlamentu, w której jego partia i tak nie ma większości. Niezależnie od tego, kiedy odbędą się wybory, nowe sojusze zawiązywane właśnie na tutejszej scenie politycznej sprawią, że kampania wyborcza będzie gorąca i emocjonująca. Nawet jak na Włochy.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?