„Negocjacje w sprawie przyszłorocznego budżetu Unii, podjęte 15 listopada w Brukseli przez kraje członkowskie i deputowanych Parlamentu Europejskiego, zakończyły się fiaskiem, co grozi kryzysem unijnych finansów”, informuje Le Monde. Ponieważ upłynął termin osiągnięcia porozumienia, „Komisja Europejska będzie musiała opracować nowy projekt, a przez pierwsze miesiące przyszłego roku finansowanie odbywać się będzie według ustaleń budżetu na 2010 r.”, zaznacza EUobserver.
Ten sam portal informacyjny zauważa, że negocjacje zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ państwa członkowskie nie zgodziły się przyznać europejskim deputowanym dodatkowych uprawnień w sprawie ich udziału w debatach nad wieloletnimi planami finansowymi Unii. Ministrowie brytyjski i holenderski nie chcieli „dyskutować o spornych kwestiach związanych z długoterminową perspektywą budżetową, takich jak zwiększenie ‘własnych źródeł dochodu’ UE poprzez wprowadzenie dodatkowych podatków czy ‘elastyczność’ budżetu w razie konieczności poczynienia nieprzewidzianych wydatków”.
„Kraje członkowskie zgodziły się na wzrost budżetu nieprzekraczający 2,91% (przy ogólnej kwocie około 123 miliardów euro) – przypomina Le Soir – a Parlament ostatecznie ten postulat zaakceptował, chociaż początkowo domagał się dwukrotnie większego wzrostu. Europejscy deputowani nie lekceważą kłopotów budżetowych, z którymi zmagają się dziś wszystkie, lub prawie wszystkie, państwa członkowskie.” Ale „batalia budżetowa ma zdecydowanie polityczny charakter”, zauważa brukselski dziennik. „Parlament Europejski walczy o swoje jutro. Chce mieć coś do powiedzenia w sprawie przyszłego finansowania Unii”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?