„CAC 40 przeciwko zatrudnieniu”, to wniosek postawiony w tytule przez dziennik Libération, który przeprowadził śledztwo w sprawie zysków największych francuskich koncernów. Dalej ujawnia, że przez pięć lat zlikwidowały one blisko 40 tysięcy miejsc pracy, przy czym równocześnie pomnożyły swoje zyski, korzystając z idącej w dziesiątki miliardów państwowej pomocy w formie zwolnień podatkowych. Gazeta oburza się, że te „mastodonty” „pożerają pomoc publiczną” i „najwyraźniej nie krępują się uczynić z deregulacji warunku niezbędnego dla swego rozwoju, domagając się zarazem od państwa nieprzyzwoitej hojności podatkowej”. A to oznacza dla państwa utracone wpływy w wysokości 172 miliardów euro rocznie, podkreśla dziennik. W jego ocenie „w tym okresie budżetowej dyscypliny i ‘plajty’ państwa nasuwa się kwestia lepszego wykorzystania tych miliardów euro”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?