„Pakiet oszczędnościowy znów sprawą otwartą”, takim tytułem Die Presse kwituje wczorajszą zapowiedź austriackiego rządu o tym, że negocjacje w sprawie budżetu na 2011 r. będą wznowione. Obecny projekt, późno przygotowany z uwagi na wybory regionalne, jest uznawany za niesprawiedliwy społecznie, a politycznie niezręczny. I tak, w obliczu protestów, rezygnuje się z planów zniesienia pomocy finansowej dla studentów oraz podwyższenia podatku bankowego i od produktów naftowych. Roszczenia, jak ubolewa wiedeński dziennik, mnożą się ze wszystkich stron, zwłaszcza te wysuwane przez Kościoły, związki zawodowe i studentów. Socjaldemokratyczny kanclerz Werner Faymann przystał na „bazarowe targi”, narażając na szwank cel, jakim są oszczędności w wydatkach państwa, narzeka Die Presse.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.