Londyński The Times pisze dziś o „burzy wokół rozrzutności Brukseli”. Choć dyskusji o unijnym budżecie nie ma w oficjalnym programie rozpoczynającego się dziś dwudniowego spotkania Rady Europejskiej, brytyjski premier David Cameron „wezwie europejskich przywódców, by nie żyli ponad stan”. Będzie nawoływał do tego, żeby „wycofali się z planów zwiększenia unijnych wydatków o sześć procent, do 114 miliardów funtów (czyli 130 miliardów euro) rocznie”. Na szefa brytyjskiego rządu nacisk wywierają członkowie eurosceptycznego skrzydła jego partii, którzy domagają się cięć unijnych wydatków i zmniejszenia roli Brukseli na rzecz Londynu. Dziennik przewiduje, że raczej nic z tego nie będzie. Unia za namową Camerona nie ograniczy podwyżki wydatków do mniej niż 2,9 %. „Za takim poziomem opowiedziała już wcześniej Rada Europejska. Oznaczałoby to, że w przyszłym roku Wielka Brytania dołoży do budżetu prawie 500 milionów funtów (czyli 572 miliony euro), mimo że na Wyspach fundusze niektórych resortów skurczą się nawet o jedną czwartą”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.