„Kabulu, Włochy odchodzą w 2011 r.”, pisze w tytule La Repubblica. Śmierć czterech włoskich żołnierzy, którzy 9 października wpadli w zasadzkę w afgańskiej prowincji Farah, na nowo rozpaliła debatę o tym, jak długo i na jakich warunkach Włosi będą brali udział w misji ISAF. Rząd szuka strategii wyjścia z konfliktu, uczestniczenie w którym z każdym dniem staje się coraz mniej popularne, a Berlusconi, jak twierdzi La Repubblica, negocjuje ponoć z Waszyngtonem wycofanie kontyngentu już w 2011 r. w zamian za wysłanie nowych instruktorów dla armii afgańskiej. Zresztą minister obrony ogłosił, że planuje uzbroić w bomby samoloty, wykorzystywane obecnie tylko w misjach rozpoznania, aby lepiej chronić żołnierzy. Byłoby to kolejne naruszenie włoskiej konstytucji, zgodnie z którą, o czym przypomina La Stampa, „Włochy odrzucają wojnę jako sposób rozwiązywania konfliktów międzynarodowych i ograniczania wolności innych narodów”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.