„Sprawa Kerviela: efekt bumerangu”, pisze w tytule La Tribune nazajutrz po skazaniu byłego maklera banku Société Générale na 5 lat więzienia, w tym dwa lata w zawieszeniu, i zapłatę odszkodowania w wysokości 4,9 miliarda euro. Straty, które na początku 2008 r. spowodował, były rekordowe i sięgały 5 miliardów euro. A wszystko wskutek podejmowania ryzykownych operacji. W ocenie dziennika ten wyrok „zasiewa wątpliwości w umysłach”, gdyż w 100 proc. obciąża winą samego maklera. „Wydając tak fantazyjny wyrok, sędziowie podejmują ryzyko zdyskredytowania swojej własnej instytucji (…) Waląc ze wszystkich sił w podlegającego komuś pracownika, choćby nawet był on winny, narażają się na zarzut stronniczego wymierzania sprawiedliwości, tak aby chronić możnych i pognębić słabych.[…] Jeśli chcieli oni wybielić Société Générale, to minęli się z celem, przyznając mu zwycięstwo, które w żaden sposób nie pomoże bankowi poprawić swojej reputacji”. Jérôme Kerviel będzie odwoływał się od tego rozstrzygnięcia.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.