Nagłówek na okładce New Statesman nie pozostawia najmniejszych wątpliwości: premier David Cameron ma „licencję na cięcia budżetowe”. Podczas gdy Wielka Brytania przygotowuje się na największe oszczędności w ostatnich kilkudziesięciu latach, lewicujący tygodnik zamieścił portret Camerona w roli agenta 007 Jamesa Bonda. Tyle że zamiast pistoletu dzierży on w ręku nożyczki. Środek numeru zdominowały jednak artykuły z gratulacjami dla Eda Milibanda, który odniósł niespodziewane zwycięstwo nad swoim bratem, byłym ministrem spraw zagranicznych Davidem Milibandem w wyścigu o przewodnictwo w Partii Pracy. Pismo przestrzega torysów, by nie popełnili błędu i nie lekceważyli zwycięzcy, ponieważ nowy lider laburzystów to „niebezpieczny, charyzmatyczny i bezwzględny przeciwnik”. Trochę jak James Bond.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.