„Sarkozy chce, aby Europa uczestniczyła w negocjacjach”, pisze w tytule na pierwszej stronie Le Figaro. Szef państwa francuskiego, który 27 września przyjął palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa, pragnie zmiany „metody” w rokowaniach izraelsko-palestyńskich. Metoda ta ma polegać zwłaszcza na – czego zażądał – aktywnym udziale UE, a także organizacji, „której dotyczy ten konflikt” – Unii na rzecz Morza Śródziemnego. „Europa, będąca głównym darczyńcą na rzecz procesu pokojowego, jest uporczywie trzymana na uboczu. A przecież nigdy jej nie brakuje, gdy trzeba podpisywać czeki”, pisze komentator dziennika. „Bez przekazywanych corocznie około 300 milionów euro Autonomia Palestyńska już by nie istniała i można byłoby dyskutować jedynie z Hamasem”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.