„Holandia pozostaje jednym z największych płatników netto w Unii Europejskiej” – pisze w nagłówku De Volkskrant. Według poufnych informacji z Komisji Europejskiej, kraj ten zapracował na takie miano, znalazłszy się w gronie trzech najsowiciej zasilających unijny skarbiec, w zeszłym roku. Amsterdamski dziennik dodaje, że jeżeli wliczyć przekazywane do tegoż skarbca opłaty celne z portu w Rotterdamie, to Holandia okazuje się największym płatnikiem we Wspólnocie – i to pomimo rabatu w wysokości miliarda euro wynegocjowanego przez rząd premiera Balkenendego w 2005 r. W przyszłym tygodniu zaczynają się negocjacje nad kształtem budżetu UE na lata 2012–2019. Volkskrant zauważa, że w dzisiejszej sytuacji, gdy potężne cięcia wydatków budżetowych są na porządku dziennym, kwestia wpłat na rzecz Unii jest „politycznie drażliwa”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.