„Prinsjesdag [dzień książęcy] całkiem inny niż zwykle”, pisze w tytule De Volkskrant. Tak nazywa się dzień, w którym rokrocznie monarchini wygłasza w Hadze mowę przed Stanami Generalnymi (parlamentem). Ten rok jest istotnie dość szczególny, ponieważ trzy miesiące po wyborach parlamentarnych kraj wciąż nie ma rządu. Dlatego właśnie, zauważa dziennik, „królowa nie ma nic do powiedzenia”, „parlamentarzyści są odprężeni”, a „dziennikarze nie zjawią się, by polować na newsy”. Rysunek Collignona na pierwszej stronie gazety podsumowuje sytuację: samochód prowadzony przez populistę Geerta Wildersa, popychany przez przywódców chrześcijańskich demokratów i liberałów, ma zielone światło na drodze prowadzącej do Binnenhof (siedziby holenderskich władz), podczas gdy kareta królowej czeka pod czerwonym światłem.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.