Dwa lata po tym, jak pomnik wdzięczności Armii Czerwonej został usunięty z centrum Tallina, co wzbudziło gwałtowne protesty rosyjskiej mniejszości, w Estonii odsłonięta zostanie Statua Niepodległości upamiętniająca uniezależnienie się kraju od Niemiec w 1919. „Przy odrobinie dobrej woli można mieć nadzieję, że ten nowy pomnik pozwoli nam zapomnieć o dzielących nas różnicach” – pisze dziennik Postimees, nawiązując do konfliktu wokół pomnika, którego wydźwięk był nie w smak dużej części społeczeństwa. „Problemy dnia codziennego sprawiają, że nasza niepodległość jawi nam się jako coś oczywistego. Ale żyjąc w świecie, w którym wiele krajów ma ustrój daleki od demokratycznego, nie możemy zapominać o tym, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Trzeba wspólnej woli i determinacji, by ją utrzymać”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.