„PS [frankofońscy socjaliści] i N-VA [flamandzcy nacjonaliści] zmierzają do zwarcia”, pisze w tytule dziennik De Standard, by stwierdzić, że dwa miesiące po wyborach parlamentarnych w Belgii rozmowy w sprawie utworzenia koalicji znalazły się w głębokim impasie. Wprawdzie frankofoński socjalista Elio di Rupo, któremu powierzono misję powołania rządu, nie zaprzestał swych działań, ale to flamandzkie partie CD&V (chrześcijańscy demokraci) i N-VA (nacjonaliści) powinny jak najszybciej „pójść po rozum do głowy”, ocenia dziennik. „W przeciwnym razie krajowi nieuchronnie grozi chaos finansowy”. Tymczasem partie obu wspólnot nie ufają sobie i „rozmawiają wyłącznie za pośrednictwem mediów”. Szef N-VA, Bart de Wever, wysłał nawet na przeszpiegi na konferencję prasową Di Rupo swojego kierowcę – dziwi się Standaard.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.