Muammar Kadafi znowu pojawił się w Rzymie, aby dać nowy „spektakl”, jak pisze w tytule L’Unità. Do typowych elementów inscenizacji – takich jak „amazonki” tworzące jego przyboczną ochronę, beduiński namiot rozstawiony w ogrodach libijskiej ambasady – doszedł jeszcze jeden – przywódca Libii wygłosił wykład na temat islamu dla pięciuset młodych kobiet. Trzy z nich nawróciły się przy tej okazji, mimo że, tak jak inne, zostały zwerbowane przez wyspecjalizowaną agencję i otrzymały wynagrodzenie w wysokości 70 euro. „Islam powinien stać się religią całej Europy”, stwierdził również Kadafi, co wywołało krytykę ze strony katolików zasiadających w rządzie i zakłopotanie jego sojusznika Silvia Berlusconiego, który nazwał te wypowiedzi „folklorem”. Sama wizyta miała na celu uczczenie rocznicy „umów z Benghazi”, kończących postkolonialne spory między Włochami a Libią. Przewidują one finansowe rekompensaty za włoską okupację, w zamian za co Trypolis zobowiązał się ścigać imigrantów wypływających z libijskich wybrzeży i wejść z kapitałem do kilku włoskich firm. Co w ocenie deputowanego Matteo Mecacciego jest przejawem „merkantylistycznego odchylenia”, jakie zarysowało się we włoskiej polityce zagranicznej.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.