„Claudy: groteskowa parodia sprawiedliwości”, ten nagłówek dzisiejszego wydania Belfast Telegraph pokazuje, że Irlandia Północna jest w szoku. Przedwczoraj opublikowano raport, który potwierdza, że w zorganizowaniu zamachu w Claudy w hrabstwie Derry w lipcu 1972 roku – w jego wyniku zginęło dziewięć osób – brał udział katolicki ksiądz. Wspomniany rok był jednym z najkrwawszych w tamtejszym konflikcie, a wywiad brytyjski podejrzewał, że ojciec James Chesney jest lokalnym kwatermistrzem i „dyrektorem wykonawczym” Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Mimo tych podejrzeń William Whitelaw, ówczesny minister ds. Irlandii Północnej, po konsultacjach z hierarchią kościelną postanowił, że duchowny ten nie będzie aresztowany, a jedynie przeniesiony. Ukazujący się w Belfaście dziennik zauważa, że raport ujawnia „głębokie moralne i polityczne dylematy, z jakimi mieli do czynienia wszyscy zainteresowani – aresztowanie katolickiego księdza zaogniłoby i tak już dramatycznie trudną sytuację, jednak brak decyzji o jego zatrzymaniu mógł uniemożliwić doprowadzenie przed wymiar sprawiedliwości bezpośrednich sprawców zamachu”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.