„Merkel nie ustąpiła w sprawie Grecji”, pisze w tytule Pravda. I rzeczywiście, niemiecka kanclerz wyraziła swoje „ubolewanie” z powodu słowackiej odmowy udziału w planie pomocowym dla Aten, choć temat ten w ogóle nie był przewidziany w programie berlińskiej wizyty premier Słowacji Ivety Radičovej. Ta, dotknięta do żywego, skorzystała ze sposobności, aby zganić za „drażniące” wypowiedzi komisarza UE ds. gospodarczych Olliego Rehna – on także, tyle że wcześniej, skrytykował „brak solidarności” ze strony Bratysławy – i przypomnieć mu w ostrych słowach, że zabiera głos w kwestii, która „nie leży w kompetencjach” Komisji, relacjonuje dziennik. Czeska gazeta MF Dnes wyraża zaś pogląd, że „Radičová odniosła sukces tam, gdzie Merkel była zmuszona ustąpić”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.