Według klimatologów florenckiego Instytutu biometeorologii cytowanych przez dziennik La Repubblica „słowa, których zwykliśmy dotąd używać do opisu niezwykłych deszczów dających się we znaki Europie, nie oddają już tego, co się dziś naprawdę dzieje”. Dlatego będziemy chyba musieli – tłumaczą naukowcy – dodać do europejskiego słownika klimatycznego słowo „monsun”. Globalne ocieplenie powoduje wzrost temperatury i objętości mas powietrza napływających znad Sahary. Zderzają się one na Zachodzie z chłodnymi, wilgotnymi prądami, z czego biorą się ulewne deszcze. Poziom opadów bywa dwukrotnie wyższy od normy, tak jak to było niedawno w Europie Środkowej. Na Wschodzie zaś masy powietrza nie napotykają żadnych przeszkód, następuje fala upałów i pożarów, takich jak w Rosji. „Skumulowana energia coraz szybciej narasta, ponieważ gazy cieplarniane zatrzymują ciepło, całe zjawisko nabiera tempa wobec braku środków zapobiegawczych”, twierdzi rzymski dziennik, wyrażając nadzieję, że ostatnie klęski żywiołowe zmobilizują do działania uczestników grudniowej konferencji w sprawie zmian klimatu w Cancún (COP16).
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?