„Bruksela przewiduje podatek europejski”, pisze w tytule Financial Times Deutschland. Wszystko po to, by móc sfinansować prowadzoną politykę. Unijny komisarz ds. budżetu, Janusz Lewandowski, chce we wrześniu przedłożyć krajom członkowskim kilka propozycji w tej sprawie. Wśród nich jest podatek od podróży samolotowych, a także od transakcji finansowych i od dochodów z aukcyjnej sprzedaży uprawnień do emisji CO2. Jest to „wybuchowa propozycja”, ocenia FTD, bo większość krajów członkowskich była jeszcze do niedawna nieprzychylna takiemu rozwiązaniu. Ale w tych czasach, gdy trzeba zaciskać pasa, w obliczu przygnębiającego stanu finansów publicznych, niejeden minister finansów może życzliwie spojrzeć na pomysł przeniesienia kosztów funkcjonowania UE z państw – których wkład byłby niższy – na podatników.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.