Jak pisze dziennik Polska, dokument – który ma zostać opublikowany na przełomie sierpnia i września, tuż przed 70 rocznicą wybuchu II wojny – będzie zawierać apel o pojednanie i pozostawienie „bolesnych momentów najnowszej historii historykom”. Politycy, uważają biskupi, powinni zająć się budowaniem wspólnej przyszłości, a nie wykorzystywaniem historycznych faktów w politycznych rozgrywkach. To wyraźna aluzja do niedawnej deklaracji niemieckich chadeków z CDU i CSU, którzy domagali się międzynarodowego potępienia wypędzeń i wysiedleń, co spotkało się z ostrą reakcją polskiego premiera. „Ta deklaracja może budzić niesmak” – oświadczył Donald Tusk, a główna partia opozycji PiS uznała niemiecki apel za akt zakłamywania przeszłości i skandaliczną próbę rewizji granic. Kwestia upamiętnienia Niemców wypędzonych po II wojnie z terenów obecnej Polski to od dłuższego czasu drażliwy temat w relacjach między obydwoma krajami. Wspólne wystąpienie biskupów polskich i niemieckich ma przywołać polityków obu stron do porządku i – jak mówi cytowany przez Polskę Winfried Lipsher, prekursor polsko-niemieckiego pojednania – „raz na zawsze ukrócić ich zapędy do manipulowania historią”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.