W pierwszym z czterech artykułów w dzisiejszym Guardianie przywódca Partii Konserwatywnej, David Cameron, przedstawia swoją wizję bardziej transparentnych poczynań rządu. Ma to jego partii przysporzyć wyborców zniesmaczonych awanturą wokół wydatków członków Parlamentu, a to temat, który nie schodził z czołówek brytyjskich gazet przez ostatnie dwa tygodnie. „Posiadamy duży wybór i kontrolę, jeśli chodzi o media, zakupy, podróże, rozrywkę i muzykę”, argumentuje David Cameron. Lider torysów wzywa do „ogromnego, radykalnego przesunięcia władzy”. To przesunięcie pozwoli na konkurowanie z tymi wszystkimi, którzy oferują „doskonałej jakości usługi za nieprawdopodobnie niską cenę”, tak można by streścić pragnienie premiera. „Musimy odebrać władzę elitom politycznym i przekazać ją zwykłym kobietom i mężczyznom”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.