„Wielkie Społeczeństwo: prawdziwa wizja przyszłości Wielkiej Brytanii czy tylko pusta retoryka?”, pyta w jednym z dzisiejszych tytułów dziennikThe Independent. Niemal miesiąc po ogłoszeniu najostrzejszego w ostatnich latach planu oszczędnościowego David Cameron ujawnia swój flagowy program Wielkie Społeczeństwo (Big Society), którego założeniem jest przeniesienie władzy z administracji centralnej do lokalnych grup, by te zarządzały urzędami pocztowymi, bibliotekami, usługami transportowymi i programami mieszkaniowymi. W przemówieniu wygłoszonym w Liverpoolu premier wymienił cztery „pionierskie społeczności”, które mają być „wielkim terenem treningowym dla tej zmiany”. Centrolewicowa gazeta zauważa, że program ten „został skrytykowany przez ludzi, którzy uważają go albo za pozbawiony znaczenia lub za wymówkę dla cięć w wydatkach budżetowych”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.