„Równość mini", głosi tytuł na pierwszej stronie Gazety Wyborczej, która ostrzega, że Polsce grożą drakońskie kary za ignorowanie unijnych dyrektyw o równym traktowaniu na rynku pracy, w ochronie zdrowia oraz edukacji. Cztery dyrektywy, o których mowa, powinny zostać wprowadzone już sześć lat temu. W związku z opóźnieniami Komisja Europejska zaskarżyła w maju polski rząd do unijnego trybunału w Luksemburgu. Przegrana Warszawy może oznaczać kary w wysokości od 4 do 260 000 euro za każdy dzień zwłoki. Rząd przygotował już wprawdzie projekt ustawy wdrażającej unijne przepisy, lecz spotkał się on z ostrą krytyką, zarówno ze strony Kościoła, jak i organizacji pozarządowych (NGO-sów) działających na rzecz równouprawnienia mniejszości seksualnych, etnicznych oraz niepełnosprawnych. Katoliccy hierarchowie są zdania, że unijne standardy w kwestii równouprawnienia mogą narazić Polskę „na bliżej nieokreślone naciski”. NGO-som zaś wydają się niewystarczające i niechroniące przed wszystkimi formami dyskryminacji.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.