The Guardian, 25 czerwca 2010
Grecja desperacko poszukuje pieniędzy, by spłacić swoje gigantyczne długi i uratować gospodarkę, więc – według informacji, do których dotarł Guardian – przygotowuje się do wystawienia na sprzedaż lub oddania w długoterminową dzierżawę niektórych ze swoich sześciu tysięcy słonecznych wysp. Pod młotek ma pójść część Mykonos, jednego z najpopularniejszych miejsc turystycznych w kraju. Rząd w Atenach szuka nabywcy gotowego do „wstrzyknięcia tu kapitału i stworzenia luksusowego kompleksu turystycznego”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.