Piewcy komunizmu będą ścigani, głosi tytuł na pierwszej stronie dziennika Rzeczpospolita. W myśl znowelizowanego kodeksu karnego propagowanie symboli komunistycznych będzie zagrożone karą dwóch lat więzienia. Nowela precyzuje zatem konstytucyjny zapis zakazujący działania organizacjom odwołującym się do totalitarnych metod i praktyk. Chodzi tu w równym stopniu o nazizm, faszyzm i komunizm. Prokuratura będzie mogła wszcząć postępowanie wobec komunizujących organizacji i zamykać chwalące tę ideologię strony internetowe. Z nowego prawa będzie mógł także skorzystać Instytut Pamięci Narodowej (IPN), który stworzył wykaz nazw ulic oraz pomników do usunięcia. Zdaniem niektórych prokuratorów przepis może też uderzyć w handlujących symbolami komunizmu np. koszulkami z wizerunkiem Che Guevary. Tymczasem redaktor naczelny lewicowego magazynu Krytyka Polityczna Sławomir Sierakowski krytykuje nowe prawo, podkreślając różnice między komunizmem a nazizmem. Ten pierwszy, tłumaczy Sierakowski, wyrasta bowiem z „jednoznacznie pozytywnych intencji i wciąż inspiruje filozofów”. Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD) już zaskarżył nowy zapis w Trybunale Konstytucyjnym.
Polska
Więzienie za koszulkę z Che?
14 czerwca 2010
Presseurop
Rzeczpospolita Rzeczpospolita, 14 czerwca 2010
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.