Na cztery dni przed datą oficjalnej publikacji brytyjski dziennik The Guardian dotarł do raportu dotyczącego „krwawej niedzieli” – masakry, do której w 1972 r. doszło w Irlandii Północnej. W konkluzji czytamy, że „wiele przypadków śmiertelnego postrzelenia cywili przez brytyjskich żołnierzy było nielegalnych”. Wtedy od kul zginęło trzynastu nieuzbrojonych nacjonalistów, działo się to podczas marszu w obronie praw obywatelskich w Derry. Pierwsze dochodzenie, wszczęte zaraz po masakrze, tłumaczyło zachowanie żołnierzy uzasadnioną samoobroną. Obecne śledztwo rozpoczęło się w 1998 roku i było najdłuższym w historii Wielkiej Brytanii. Jego wyniki oznaczają, że rodziny ofiar i ci, którzy przeżyli strzelaninę, mogą teraz domagać się postawienia żołnierzy przed sądem. „Ten scenariusz to jak granat z wyjętą zawleczką”, tak sprawę skomentował jeden z posłów partii Ulsterskich Unionistów. „Krwawa niedziela” wciąż budzi w Irlandii wiele emocji. Guardian pisze, że wkrótce po wydarzeniach z 1972 r. protesty ugrupowań nacjonalistycznych przeciwko rządom Brytyjczyków nabrały siły, a na prowincji Irlandzka Armia Republikańska zyskała na popularności.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.