The Spectator, 11 czerwca 2009.

Jak źle muszą jeszcze pójść sprawy, zanim laburzyści pozbędą się swojego lidera – pyta Matthew d’Ancona w Spectatorze. Po serii rezygnacji w rządzie i zdobyciu zaledwie 16 procent głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego partia Gordona Browna desperacko potrzebuje zmiany. Problem, pisze d’Ancona, tkwi w tchórzliwej „pseudo-lojalności” młodych z tej partii „sparaliżowanych przez nieumiejętność podjęcia decyzji” i w ostatecznym rozrachunku zanadto zależnych od triumwiratu Blair-Brown-Mandelson, który to wydobył Partię Pracy z niebytu w latach dziewięćdziesiątych. Jej członkowie, pisze komentator Spectatora, „nie wyobrażają sobie życia bez tych trzech wodzów”. Przerażeni tym, co może przynieść przyszłość, laburzyści pocieszają się, że zawsze mogłoby być gorzej. Co według d’Ancony oznacza, że Partia Pracy jest tak naprawdę martwa, a Wielką Brytanią rządzi „parlament żywych trupów”.